For Kylie
(dziękuję za wszystko, kochanie!!)
Byłam zmęczona i zirytowana faktem, że zobaczę matkę. Trudny charakter odziedziczyłam po niej, jednak ona, jako kobieta w średnim wieku potrafiła nad sobą panować. Ja nie bardzo. Nie wyobrażałam sobie spotkania z nią po kilku miesiącach absolutnej ciszy i trochę się tego bałam.
Gdy wreszcie opuściłam samolot, byłam już na ojczystej ziemi. Październik był najspokojniejszym miesiącem w Islandii. Lato dobiegało końca i powoli rozpoczynała się zima, a wyspa tkwiła jakby w zawieszeniu, między tymi dwiema porami roku.
Zdjęłam ostatnią dużą walizkę z wyciągu i ruszyłam do wyjścia z lotniska. Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne, chcąc jak najbardziej wtopić się w tłum, co nie było łatwe w towarzystwie trzech różowych walizek i transportera na kota, który teraz miauczał przeraźliwie. Kot miauczał, nie transporter.